44 LATA TEMU W BIAŁYM JARZE

44 LATA TEMU W BIAŁYM JARZE
© WIKTOR SZCZYPKA - ARCHIWUM | RATOWNICTWO GÓRSKIE

44 LATA TEMU W BIAŁYM JARZE

44 lata temu w Białym Jarze

Biały Jar to niezwykle urokliwe miejsce w Karkonoszach  pomiędzy Kopą a schroniskiem „Strzecha Akademicka”. Geograficznie jest to nisza niwalna, gdzie podobno wydobywano metale szlachetne i ukryto wywiezione z Wrocławia skarby. Zimą, Biały Jar jest przede wszystkim miejscem niebezpiecznym ze względu na schodzące tam lawiny. Wiejące przez większą część roku karkonoskie wiatry tworzą na krawędziach Kotłów i Żlebów potężne nawisy, a te na wiosnę schodzą wywołując potężne i niszczycielskie lawiny.

Jedna z takich, zeszła 20 marca 1968 roku zabierając ze sobą 24 turystów idących czarnym szlakiem  na Śnieżkę.

Zginęło 19 turystów: 13 Rosjan, 4 Niemców i 2 Polaków. Lawina miała ponad 800 metrów długości i 80 szerokości. Czoło lawiny wypiętrzyło się aż na 20-25 metrów.

W tej masie śniegu ratownicy musieli znaleźć 19 ludzi.

Akcja ratunkowa ruszyła natychmiast. Wieści o zejściu lawiny rozchodziły się błyskawicznie. Lawina „ruszyła” też  Władze, „ bo zginęli towarzysze radzieccy”. Turyści radzieccy to była grupa młodych nauczycieli z Kujbyszewa. W hotelu „Orlinek” zainstalowano „Sztab”.

Na górze natomiast trwała zaciekła walka o życie ludzkie, chociaż było wiadomo, że szanse na przeżycie były żadne. Bardzo źle wyposażoną w sprzęt lawinowy Grupę Sudecką GOPR wspomogli ratownicy  z Czech przyjeżdżając przez góry na skuterach śnieżnych. Przywieźli też ze sobą psy lawinowe. Rozmiar lawiny był dla ratowników szokiem.

Poszukiwanie ludzi w takiej masie śniegu było szukaniem przysłowiowej igły w stogu siana. Zastosowano niebezpieczną i kontrowersyjną metodę, niestosowaną zresztą nigdzie, przekopania lawiny rowami.

Lawiny śniegowe bardzo często mają zwyczaj powtórnego schodzenia. Dla pracujących w głębokich rowach ratowników było to dodatkowym niebezpieczeństwem, czasu na ucieczkę  – w razie czego – było niewiele.

Schodząca z ogromną szybkością lawina zdemolowała wszystko co spotkała na swojej drodze. Połamane drzewa, wyrwane bloki skalne utrudniały wydobycie ofiar.

Ratowników wspomogli żołnierze z jednostki Obrony Terytorialnej Kraju z Bolesławca. Bez ich ofiarnej pomocy tak szybkie przeprowadzonej akcji ratunkowej byłoby niemożliwe.

W ciągu czterech dni akcji ratunkowej wydobyto ciała 17 turystów. Pozostałe dwie osoby dopiero w kwietniu, kiedy stopniał śnieg. Znajdowały się w blisko 30-metrowym czole lawiny i dotarcie do nich  było niemożliwe.

Lawina w Białym Jarze była największą tragedią nie tylko w górach polskich. Pokazała, że Karkonosze traktowane przez turystów, z racji wysokości – pobłażliwie, są górami bardzo niebezpiecznymi.

Lawina ta była też przyczynkiem szybkiego rozwoju tej sfery ratownictwa górskiego. Od tego roku właściwie rozpoczęły się systematyczne szkolenia, wprowadzono psy lawinowe ( dla ciekawości: jeden pies zastępuje pracę 40 ratowników ), nawiązano ścisłą  współpracę z zagranicznymi służbami lawinowymi, a w schronisku  „Samotnia” powstała Szkoła Lawinowa.

Kontynuacja tych pozytywnych zmian trwa do dzisiaj, a dzięki znakomitemu  wyszkoleniu współczesnych ratowników tego typu akcje prowadzone są profesjonalnie.

Wokół lawiny narosły też legendy i wręcz koszmarne plotki: „lawinę spowodowały służby specjalne…, miejsce lawiny zostało otoczone kordonem wojska…, Bogu ducha winni radzieccy turyści pojechali w nagrodę w Karkonosze bo brali udział w tłumieniu protestu wrocławskich studentów…”.

Nie ma sensu przytaczanie tych wszystkich bredni.

Lawiną zainteresowane były rzeczywiście  służby konsularne Niemiec i Rosji, bo zginęli przecież obywatele tych krajów. I ówczesne władze, i ratownicy, zrobili wszystko żeby akcja ratunkowa, jak na ówczesną znajomość ratownictwa lawinowego, była sprawnie przeprowadzona. A lawina w Białym Jarze zeszła samoistnie, bo takie jest prawo Gór, bo tak sobie życzył odwieczny Władca tej krainy: Duch Karkonoszy – Liczyrzepa.

To ludzie popełnili błąd, bo góry, jak powiedział Wielki Niemiecki Poeta, są poza złem i dobrem.

O lawinie przypominamy w jej 44-lecie, a wpis ten chcemy poświęcić żołnierzom jednostki OTK z Bolesławca, o których zapomniano. To dzięki ich twardej, i ponad siły ciężkiej pracy przy kopaniu rowów, akcja ratunkowa odniosła sukces.

W czasie akcji ratunkowej kierowałem grupą żołnierzy, wielu z nich w górach było po raz pierwszy, nie byli przygotowani do tego typu akcji, a byli wspaniali.

Dzięki Wam za to, chociaż po latach.


22 marca 2008,  niemal dokładnie w 40-tą rocznicę tragedii z 1968 roku, zeszła w Białym Jarze kolejna wielka lawina. Lawiną został porwany młody snowboardzista. Jego ciało odnaleziono następnego dnia.

 

O Marian Sajnog 175 artykułów
Marian Sajnog - w latach 1973 - 1975 Naczelnik Grupy Sudeckiej GOPR