ENERGIA „PERFECTO”

ENERGIA "PERFECTO"
© LESZEK GORCZYCA | RATOWNICTWO GÓRSKIE

ENERGIA „PERFECTO”

Zadzwonił do mnie pewnego dnia kolega i mówi: Stary, musimy pogadać, bo jest robota w Hiszpanii. Co ty na to ? …No to pogadajmy – odparłem. Była wiosna 2006 roku. Na spotkaniu dowiedziałem się co mielibyśmy tam robić, a już sam wyjazd był dla mnie kuszący dlatego, że w Hiszpanii jeszcze nie byłem. W tym kraju są piękne góry, to może je zobaczę przy okazji, a robota będzie na tak zwany deser.

Praca polegać miała na zbudowaniu metalowego masztu o wysokości drobnych 100 metrów z urządzeniami pomiarowymi dla potrzeb farm wiatrowych.

W maju był już kompletny zespół do wyjazdu, i z Warszawy do Barcelony lecieliśmy w składzie; Leszek i ja jako monterzy wysokościowi oraz warszawiacy; Paweł i Arek jako obsługa naziemna.

Buenos días Barcelona! Piękne miasto, widziane z okna samochodu, szybko przejechaliśmy wynajętym samochodem. Na obrzeżach zanocowaliśmy w domu jednorodzinnym. Rano mieliśmy jechać w rejon La Rioja, gdzie mieliśmy postawić ten maszt. Po przebudzeniu wszyscy gorączkowo szukaliśmy kawy do śniadania, której nie znaleźliśmy we wskazanej szafce kuchennej. Znaleźliśmy za to duże i barwne sombrero, i furażerkę z czasów generała Franco. Z tej okazji rozpoczęliśmy spontaniczną sesję zdjęciową.

© LESZEK GORCZYCA | RATOWNICTWO GÓRSKIE

 

Kawa przy okazji też się znalazła, ale na wzgórza gdzie planowany był maszt, przyjechaliśmy spóźnieni. Hiszpanie nam to wybaczyli, bo poranna kawa na śniadanie to podstawa, i basta.

Miejsce budowy było położone na wzgórzach,  za malowniczą miejscowością. W powietrzu wiatr niósł zapach kwitnących ziół i panowała cisza. Hiszpanie dostarczyli transportem elementy masztu i przygotowywali przy pomocy ,,bobcata’’ montowanie kotew w skalistym gruncie.

 

© LESZEK GORCZYCA | RATOWNICTWO GÓRSKIE

 

Leszek i ja czekaliśmy w uprzężach na hasło „wchodzicie na maszt’’. Arek i Paweł pracowali z hiszpańskimi dostawcami sprzętu.

Pierwszego dnia poskładaliśmy około 60 metrów wysokości masztu przy pomocy wyciągarki. Był z nami młody Hiszpan Marco, który ,,uczył’’ Leszka i mnie jak się skręca poszczególne elementy.

Za każdym ruchem kluczy powtarzał „perfecto!” i gadał do nas bez przerwy, a my odpowiadaliśmy – „si, si, perfecto”, i robota postępowała.

On miał krótkofalówkę do łączności z dołem, ale nie chciał nam dać, kiedy my potrzebowaliśmy. Dopiero za trzecim razem podał, bo zostało użyte słowo trochę niecenzuralne, po czym się obraził.

Wieczorem chwaliłem Marco jego szefowi ekipy hiszpańskiej, że jest świetnym specjalistą. Marco nagle się uśmiechnął.

Życie nocne w Hiszpanii poznaliśmy chodząc od restauracji do restauracji, aby skosztować wspaniałych gatunków wina. Gdzieś po północy, do baru wszedł barczysty Hiszpan i rozejrzał się dookoła. Na sali zamarł gwar tubylców, a ten ruszył w moją stronę do baru. Przysiadł się, i „ni z gruchy, ni z pietruchy” coś tam po hiszpańsku zagadał.  

Może po angielsku ? mówię . – Jestem Polakiem.

A dryblas: „ok, doesn’t matter. Do you prefer Real Madrid or FC Barcelona?”. Jego mina spoważniała, a ja spokojnie odparłem: No problem, because I prefer only FC Barcelona. Barça is the best!

Wtedy gość, zadowolony z odpowiedzi, zamówił u barmana podwójną whisky dla mnie i dla siebie. Po chwili nasz hiszpański kolega wyjaśnił mi, że zła odpowiedź dana temu gentelmenowi byłaby wyrokiem i zostałbym znokautowany. Raz w tygodniu ten Hiszpan zawsze się pyta obcych o to samo i nieczęsto dostaje satysfakcjonującą odpowiedź.

A tak przy okazji, Leszek dostał od nas ksywę „Don Lechos”.

Drugi dzień pracy był intensywny, maszt ,,rósł’’ do nieba i bujał się na prawo i lewo do momentu usztywnienia go stalowymi linami. Wiatr świszczał w uszach, a widoki z wysokości na całą okolicę były wspaniałe.

Wieczorem usiedliśmy do kolacji z Hiszpanami, sącząc wyśmienite czerwone wino. Zza okna dochodziła nas wrzawa, muzyka,  i chóralne okrzyki „OLE ! „

Co tam się dzieje ? – pytam. – Mamy dzisiaj fiestę, ulicą biegną chłopcy, za chłopcami byki, a za bykami znowu chłopcy. Tradycja podobna jak w Pampelunie – rozumiesz ?  Jasne, że rozumiem.

Ruszyłem w stronę drzwi. Hiszpan skoczył za mną i powstrzymał mnie od zamiaru uczestnictwa w tej gonitwie. Szkoda, bo bardzo zapragnąłem hiszpańskich emocji, a do tego bardzo chciałem pokrzykiwać jak oni: Ole ! Ole ! Ole !

Trzeciego dnia wspięliśmy się na maszt, aby dokończyć pracę.

Z wysokości 100 metrów doskonale widoczne były farmy wiatrowe produkujące prąd elektryczny, zbudowane na okolicznych wzgórzach. Budowany przez nas maszt został wyposażony w urządzenia pomiarowe. Praca na nim wymagała od nas stałej koncentracji i zasad bezpieczeństwa.

 

© LESZEK GORCZYCA | RATOWNICTWO GÓRSKIE

 

Tego nauczyliśmy się w górach, a przede wszystkim podczas kursów, szkoleń oraz dyżurów w Górskim Ochotniczym Pogotowiu Ratunkowym.  Zejście z masztu zajęło nam około 15 minut po zakończonych pracach.

Tych wiatraków jest teraz bardzo dużo, a Hiszpanie uzyskują z nich energię elektryczną powyżej 30 % na potrzeby kraju. Z pracy wywiązaliśmy się jak trzeba, wiążąc przyjemne z pożytecznym.

Pozostały nam miłe wspomnienia z pobytu i niezapomnianych hiszpańskich klimatów.

 

O Mariusz Czerski 19 artykułów
Ratownik Grupy Karkonoskiej GOPR