NIŻEJ NIŻ MGŁA

NIŻEJ NIŻ MGŁA
Bild von sergei akulich auf Pixabay

NIŻEJ NIŻ MGŁA

Z Yellowknife do Jeziora Wysokiego Świerka jest prawie 200 km. Kierunek północno-zachodni. Latem, dostęp tylko z powietrza. Nie ma drogi. Podarktyczne bagniska, sieć niezliczonych jezior i połamana skalna płyta powodują, że budowa dróg jest nieopłacalna. Taniej jest „przeskoczyć” ten teren samolotem.

Zimą, gdy wszystko zamarza, buduje się tymczasowe drogi zimowe. Jest to okres ekspedycji ciężkich i masowych ładunków. Wytyczone drogi śnieżno-lodowe nazywamy mostami lodowymi.

Mieliśmy lecieć o godz 8:00 rano. Mgła zalegała ponad północno-zachodnim regionem Wielkiego Jeziora Niewolniczego. Ciężka, październikowa mgła, wisząca około 100 m nad ziemią. Godzina popołudniowa dawała szanse na lepsze warunki lotu. Dzisiaj musimy dotrzeć do elektrowni nad Jeziorem Wysokiego Świerka. O godz.10:00 zadzwonił John, Chief Operator;
– Len, lecicie o 10:30, oznajmił. Bądź gotowy, podwiozę Ciebie do bazy wodnej Air Tindi. Startujecie z wody.

Tu wyjaśnienie: zamiast kół, samolot ma dwa pływaki. W powietrzu wygląda jak kaczka z nogami przygotowanymi do lądowania.

Pogoda poprawiła się. Jestem gotowy. W mikrobusie Frank, Mike, Ernie i Douglas. Koledzy z pracy. Dosiadam do grupy.

W okolicy Północnego Miasta pogoda zmieniła się.

Nienajgorsza. Pułap chmur około 1000m. Ulokowaliśmy się w samolocie. Drugi pilot podaje rutynowy instruktarz, jak postępować gdy coś się zdarzy: gdzie jest radio (emergency transmitter), środki do rozniecania ognia, namiot, śpiwory i kamizelki ratunkowe. Emergency transmitter to rodzaj nadajnika radiowego pozwalającego na ustalenie miejsca położenia w sytuacji zagrożenia.

Słyszałem to dziesiątki razy. Jestem na północy już od wielu lat, niemniej zawsze słucham uważnie objaśnień. Cała nadzieja w specjalnie wykonanym radiu, które uruchamia się samo przy silnym wstrząsie.

Image Credit: Viking Air Ltd.

Twin Otter – dwusilnikowy samolot na pływakach, to niezawodny kanadyjski samolot zaprojektowany dla trudnych warunków Północnej Kanady.

Odbił od przystani. Dopłynął na środek Zatoki Yellowknife, fragmentu basenu wodnego rozległego Wielkiego Jeziora Niewolniczego. Zawyły turbinowe silniki na wysokich obrotach. Nabieranie prędkości odbywa się powolnie, ociężale.

Silniki jęczały rozkręcone do najwyższych obrotów. Woda stanowi poważny opór, szczególnie gdy pływaki są zanurzone prawie całkowicie pod ciężarem ładunku. Patrzę przez okno. Odczułem znaczną ulgę gdy zauważyłem, że pływak zaczął się wynurzać. Samolot lekko przechylił się na prawą stronę, lewy pływak wynurzył się całkowicie. Pilot wyrównał. Byliśmy w powietrzu. Doświadczony pilot za sterami. Znam Ron’a. Latałem z nim wiele razy. Zakołysanie samolotu tuż przed oderwaniem się, jest celowe. To jest metoda na pokonanie sił adhezji działających na pływaki w momencie odrywania się od wody. A więc poderwać lewy, ślizgać się na prawym, uzyskać przyśpieszenie, i następnie poderwać prawy. Pokonać siły adhezji w dwóch etapach. Mistrzostwo pilotarzu, znajomość przyrody.

Jezioro pozostało za nami. Lecimy nad kopalnią złota.

Von CambridgeBayWeather – Eigenes Werk, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/

Z góry wygląda to jak rozgrzebane żwirowisko. Zardzewiałe konstrukcje nie dodają krajobrazowi uroku. Jest to jedna z pierwszych kopalń złota otwartych w okolicach Yellowknife. W 1938 roku rozpoczęto tu wydobywanie złota. Kruszec zalega w żyłach kwarcowych w postaci skoncentrowanej, widocznej gołym okiem. Wyraźnie widoczne są wtrącenia, które mogą osiągać wymiary do kilku centymetrów. Jest to raczej rzadki przypadek.

Miejscowe złoto zalega w granitowej skale w różnych proporcjach. Są miejsca gdzie z 1 tony skały można uzyskać do 15g kruszcu. Gdzie indziej – tylko 7g czystego złota i to jest granica opłacalności kopalni. Granitową, złotonośną skałę trzeba skruszyć ładunkami wybuchowymi, wydostać na powierzchnię i zmielić na pył w ogromnych, zgrzytających młynach. Następnie, odzielić skalny proszek od złota. A złoto, skoncentrować ostatecznie w 40-kilogramowe pryzmatyczne sztabki. Następnie przesłać samolotem na Południe i zamknąć w skarbcach bankowych.

W kopalni pracuje 250 górników. Właścicielem kopalni jest żelazna Pani, jak ją tu nazywamy. Osóbka, która nie ugięła się pod twardymi żądaniami twardych górników. Spór rozpętał akcję strajkową i spowodował tragiczne zajścia. Dziewięciu górników którzy złamali prawo strajkowe rozszarpała celowo podłożona bomba. Stało się to w momencie gdy górnicy zjeżdżali pod ziemię. Dowiedziałem się o wydarzeniu na ulicy Północnego Miasta od przygodnego przechodnia. Nogi ugięły się pode mną.

Tragiczne zdarzenie wstrząsnęło miastem. Tragiczne starcie interesów dwóch grup;- górniczych i właścicieli kopalni. Dziewięciu górników znalazło nagle wyzwolenie ze wszystkich problemów ciążących na ich barkach.

Strajk trwał dwa lata, a ciche i pogodne Północne Miasto zamieniło się na ponure, podzielone na dwa obozy, trudne miejsce do normalnego funkcjonowania. Znaleziono sprawcę. Działał na własną rękę i odsiaduje długie lata więzienia. Czy to tak było naprawdę? Tajemnica twardego prawa, twardych górnikow złota, w dalszym ciągu pozostaje niewyjaśniona.

(Kopalnię zamknięto w roku 2004.)

Lecimy dalej. Kopalnia zniknęła we mgle.

Niestety, im dalej, tym coraz gorzej. Pułap mgły obniża się do 200m. Jeszcze nienajgorsza sytuacja. Uplynęło następne 20 minut lotu. Przez boczne okno samolotu widzę w oddali ciemną ścianę mgły. To widok na północ, czyli tam dokąd lecimy. To już niedobrze. Północna, październikowa mgła jest czarna i złowieszcza. Pilot kieruje dwusilnikowy samolot pod ciemną kopułę.

Nie widzę ziemi, ale za chwilę jest. Jesteśmy nie więcej niż 50m powyżej skalistej płyty i sporadycznych grupek niskich świerków. Wyższych tu nie ma. Długa, ciemna zima, niskie temperatury i hulające wiatry, nie stanowią dogodnych warunków dla wybujałej wegetacji.
Co zresztą może wyrosnąć na rozległej, granitowej, północnej płycie?

W szarości krajobrazu zapomniałem o czerwonych kwiatach jesieni, które płoną o tej porze gdy kraina jest nasłoneczniona. To nie są właściwie kwiaty. To jesienne liście niskopiennej roślinności tak płoną.

""</p
By ADialla – Flickr: My Nunavut 7, CC BY 2.0, https://commons.wikimedia.org

Zapomniałem o pastelowych wyspach rysowanych przez zgrupowane, delikatne, niewysokie brzózki i topole. Taki to kraj – groźny i piękny.

Gdy lecę samolotem, biorę podświadomie udział w pilotowaniu. Kiedyś latałem na szybowcach nad Polskimi Beskidami. Rozumiem pracę pilota. Ot, nawyk pozostał. Lecimy już blisko godzinę i ciągle na wysokości około 50m. Mamy jeszcze co najmniej 20 minut do Jeziora.

Widzę niepokój w zachowaniu moich kolegów. Frank, stolarz, pokazuje w dół palcem: – nie za dużo powietrza pod nami – powiada. Kiwam głową na znak akceptacji jego spostrzeżeń.

Przez nieliczne okna wśród zalegającej mgły, spostrzegam taflę ciemnogranatowego jeziora, jego charakterystyczną linię brzegową i niewielkie wysepki. Jesteśmy u celu.

Ron, pilot, obniżył lot. Samolot-zjawa leciał teraz parę metrów nad ciemnym lustrem wody, wyglądającym z góry jak ciemnogranatowa, rozległa, gładka płyta. Sufit mgły ponad nami. Widzę wyraźnie zaporę. Lądujemy gładko na spokojnej tafli jeziora. Spod rozpędzonych pływaków trysnęły fontanny wody. Na przestrzeni 40 metrów, z prędkości lotu przeszliśmy do powolności dryfującej łodzi. Mistrzostwo startu, lotu i lądowania. Wszystko to zademonstrował nam Ron.

Tak, mogę powiedzieć, że z Ronem polecę na koniec świata. Ufam mu. To Dobry Człowiek. Wiem, że kocha latanie, kocha i rozumie Północ. Nie boi się mgły i śnieżnej zawieruchy. Znam innych pilotów, podobnych jak Ron, oni znają mnie. Jesteśmy przyjaciółmi złączeni wspólnym losem. W Północno-Zachodniej Krainie nie ma dróg. Fruwamy ponad tą rozległą, pustą krainą jak ptaki, a piloci to nasi przewodnicy i opiekunowie.

Len Ran (leon urban)

Yellowknife, październik 2020

PS. Ten krótki, skromny zapis poświęcam moim Przyjaciołom, Północnym Pilotom, jak również Północnym Pilotkom, dzielnym dziewczynom. Im Wszystkim, którzy dolatują z nami do celu. Poświęcam to również Tym, którzy nigdy nie powrócili do domu i pozostali na zawsze w Północnej Krainie.

Rozległa Północna Kraina nazywana jest też Krainą Zaginionych Samolotów.

O Leon Urban 15 artykułów
Dzieciństwo (szkoła podstawowa) spędził w Przesiece, Karkonosze. W latach 50 ubiegłego wieku był zawodnikiem "Stali". W latach 1962/1963 pracował jako ratownik sezonowy GOPR w Karkonoszach.