OBRAZKI ZE SZKOLENIA

OBRAZKI ZE SZKOLENIA
Von Jojo in der Wikipedia auf Polnisch - Übertragen aus pl.wikipedia nach Commons durch Masur mithilfe des CommonsHelper., Gemeinfrei, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=6561135

OBRAZKI ZE SZKOLENIA

Przed sezonem zimowym, kilka lat temu, mieliśmy szkolenie medyczne w górach. Uczestniczyło w nim kilkunastu ratowników. Sytuacje symulujące wypadki opracowali Szef Szkolenia Kolega Jacek Kieżuń i lekarz Staszek Biernacki. Byliśmy w schronisku „Odrodzenie”.

OBRAZKI ZE SZKOLENIA
KAROLINA MIKITA © WIKTOR SZCZYPKA | RATOWNICTWO GÓRSKIE

Po zajęciach teoretycznych przyszedł czas na zajęcia praktyczne w terenie, w rejonie schroniska. Każdy mial przydzielone zadania do wykonania. Między innymi „przerabialiśmy” wypadek zbiorowy na drodze, czyli jak postępować w takich sytuacjach. Kierowanie akcją ratunkową przypadło koleżance Karolinie Mikicie, która po przyjęciu sygnału o wypadku zabrała się do pracy.

Na jej polecenie zbiegliśmy się na miejsce wypadku. Pod samochodem, i obok, byli poszkodowani. Karolina uważnie przyjrzała się sytuacji i widząc większy problem z osobami leżącymi jedna na drugiej, doszła do wniosku, że jeden poszkodowany już „nie żyje”. Zdecydowanym ruchem usunęła go za nogę trochę dalej. Może by i nikt tego nie zauważył, ale nasi instruktorzy nie mogli powstrzymać się od śmiechu oraz cichych komentarzy. Kolejne czynności przy tej akcji przebiegały według procedur sprawnie i szybko. Wróciliśmy do schroniska na omówienie przebiegu akcji. Napięcie minęło, a my słuchaliśmy naszych instruktorów, którzy ocenili działania ratownicze.

Karolina odpowiedziała tylko:…a co miałam robić? innych trzeba było ratować!.

W ferworze „walki” zdarzają się inne rozwiązania w trudnych sytuacjach.

Uczymy się przed pełnieniem dyżurów i obecnie stawiane są coraz to wyższe wymagania. Szkoleń jest wiele, o różnych specjalnościach. A wszystko jest po to, aby dobrze się sprawdzić w realnych działaniach ratowniczych. To nasza nauka i doświadczenia. W tym wszystkim nie lubię słowa „procedury”, bo nie pasuje mi jakoś do gór i przyjaciół. Czasy mamy takie i co zrobić?

Za kandydackich czasów dyżurowałem w górach z dwoma kolegami, również kandydatami. Do dyżurki wszedł turysta z zakrwawioną ręką. Rana była rozległa. Koledzy przejęli inicjatywę dlatego, że ojciec jednego z nich był chirurgiem. Wzięli więc zestaw lekarski wyjałowiony, ranę zszyli klamrami i założyli opatrunek. Polecili turyście, aby następnego dnia udał się na zmianę opatrunku w pogotowiu, co gość uczynił.

Tam pytali: kto tak fachowo zszył rękę? Wiadomo! Goprowcy w górach…
O rzeczy tej zaraz dowiedział się Naczelnik (wtedy jeszcze Grupy Sudeckiej), Marian Sajnog i kandydaci musieli zakończyć całkowicie karierę ratownika górskiego.
A Karolinę lubimy za wyobraźnię i charakter. I jeśli ktoś powie, że tak nie jest – ma „przechlapane”.
Dzięki temu, że mamy doskonałych instruktorów, możemy później samodzielnie z kolegami pełnić dyżury w górach.

Mało się jakoś o szkoleniach mówi, a trzeba; bo bez szkoleń, instruktorów i czasem błędów w „sztuce”- nic nie wyniknie.

O Mariusz Czerski 22 artykuły
Ratownik Grupy Karkonoskiej GOPR