PO XI WALNYM ZEBRANIU GK GOPR

PO XI WALNYM ZEBRANIU GK GOPR
© WIKTOR SZCZYPKA | RATOWNICTWO GÓRSKIE

PO XI WALNYM ZEBRANIU GK GOPR

Po XI Walnym Zebraniu GK GOPR

Byłem na XI Walnym, a więc na kolejnym, co najmniej ósmym Walnym Zebraniu naszej Grupy.

 Wspomnienia – Jak to kiedyś bywało

Przypomniało mi się moje pierwsze „walne”: to był początek lat 60 tych. Było nas na nim w sumie ze 14 osób. Do Bierutowic pojechaliśmy jako pasażerowie kursowego autobusu. Potem  spacer na Samotnię. Wcześniej uzgodniliśmy, co kto pije. Zakupy zrobiliśmy jeszcze w Jeleniej, w sklepie blisko DW PTTK.

Po dojściu do Schroniska, Czarek Marcinkowski dał nam klucz od największego pokoju na I piętrze. Zmieściliśmy się wszyscy. Na krzesłach i łóżkach. Przez cały czas zebrania, które trwało z 90 minut, w zlewie, pod lejącą się wodą, chłodziły się napoje. Zebranie prowadził Prezes, czyli Leszek  Rożański. Po sprawozdaniach i głosowaniach nastąpiła „część artystyczna”. Trwała prawie do północy. My młodzi spaliliśmy w „umówionych” wcześniej pokojach.

Rano było wspólne śniadanie i poszliśmy do Białego Jaru. Po drodze, na zielonym szlaku, Andrzej Schubert idąc po śliskim, okorowanym pniu świerka dla złapania równowagi tak machnął ręką, że wyskoczył mu  prawy staw barkowy. Zaopatrzyła go Doktor Gapa, (pseudonim Dr Jadwigi Klamut z czasów Powstania Warszawskiego) z którą i poszkodowanym pojechaliśmy taksówkami do szpitala w Kowarach. Lekarz, przed nastawieniem stawu chciał uśpić Andrzeja. Przed zabiegiem, kiedy pacjent leżał już  na stole operacyjnym, kazano mu się przesunąć. Andrzej zrobił ruch tułowiem i staw sam wskoczył. Dalsza interwencja chirurga nie była już potrzebna. Ramię mu pięknie zabandażowano i wróciliśmy do Karpacza. Na dalszą część zebrania.

Kolejne Walne było w 1962 roku na Strzesze Akademickiej. To było dziesięciolecie Grupy Sudeckiej GOPR. Przyjechała delegacja z Zakopanego z Eugeniuszem Strzebońskim i Stanisławem Byrcynem Gąsienicą. Marian Tworek i ja, jako najmłodsi ratownicy, dostaliśmy od Naczelnika odpowiedzialne zadanie dbania o Zakopiańczyków.  Wywiązaliśmy się z tego obowiązku wzorowo.

Na kolejnych „Walnych” na Samotni, brało już więcej osób. Niektórzy z żonami. Kolejne „Walne” było w Szklarskiej Porębie, w Klubie prowadzonym przez Aleksandra Wiącka. Późniejsze odbywały się na werandzie DW PTTK, albo w kawiarni. Były to zebrania pełne nieporozumień, chęci do obalania zarządów i naczelników, rezygnacji prezesów i wzajemnych napaści. Bo wielu chciało być naczelnikami.
Mało przyjemne.

To XI było super!

Gdyby jeszcze zastosowano zasadę, że Walne może wszystko, włącznie ze zmianą regulaminu wyborczego, to uniknęło by się niepotrzebnych pisemnych głosowań nad jedyną kandydaturą na Prezesa i dwoma kandydatami do Komisji Rewizyjnej.

Spokojny przebieg zebrania to wynik tego, że przed 4 laty wybraliśmy dobry Zarząd. 

Doświadczenie „wiekowego” Prezesa i aktywność młodego Naczelnika wspaniale się uzupełniają. Oby tak dalej!

Na XI zebraniu chciałem poruszyć sprawę marnych zarobków ratowników zawodowych.  Chciałem, ale przeciągające się głosowania zmusiły mnie ze względu na stan zdrowia do wcześniejszego opuszczenia Sali. A chciałem przedstawić sytuację w czeskiej Horskiej Slużbie, gdzie za wszystko poszkodowany płaci. I to w Euro!

Oto kilka pozycji z oficjalnego cennika usług HS:

  • Dyżur ratownika  „w oczekiwaniu”  w domu: – 9,958 Euro,
  • użycie śnieżnego skutera większego: – 3,243 Euro/km
  • motocykl: – 0,623 Euro/km,
  • quad – 3,295 Euro/ km,
  • auto terenowe: – 1,014 Euro/ km.

Stosowną informację dla turystów można przeczytać na stronie internetowej  HS

Ze względu na koszty,  w góry nikt nie jeździ bez ubezpieczenia. W nieodpowiednim stroju. Bo ubezpieczenie wtedy  nie zapłaci za pomoc HS.

Najwyższy czas, żeby i w Polsce wprowadzić opłaty.

I jeszcze jedno: – od początku powstania Sudeckiej Grupy przyjęto zasadę, że każdy ratownik zawodowy jest przewodnikiem. Wtedy i przewodnictwo i ratownictwo było pod PTTK. Nie było więc problemu, że niektórzy ratownicy, mimo braku matury, dostali uprawnienia przewodnickie. Tę łaskę Koła wysoko oceniał Józek, sumienny przewodnik III klasy. Ilekroć Tadeusz Steć namawiał go na egzamin podwyższający uprawnienia, Józek zwany Żużem odmawiał, a kolegom tłumaczył, że rezygnuje z podwyższenia klasy, bo ….”jak się zorientują jaką ma wiedzą, to mu cofną trójkę”.

I odszedł od nas jako przewodnik III Klasy.

Żuż nie zapisał się też do ZBOWIDU, chociaż (jak żartował) miał do tego prawo, bo w czasie niemieckiej okupacji, jako dziecko sprzedawał na ulicach we Lwowie papierosy, a żandarm niemiecki kopnął go w d..e, tak mocno, że mu cały towar wpadł do błota.

Na początku Sudeckiej Grupy miesiąc pracy ratownika był podzielony na tygodnie: tydzień dyżuru w stacji GOPR (na Kopie lub na Szrenicy), tydzień w kasie biletowej  na Zamku Chojnik,  tydzień prowadzenia wycieczek i tydzień wolny, w którym też można było być przewodnikiem. I korzystać z pierwszeństwa w otrzymywaniu zleceń.

Może by więc i teraz, gdyby było zainteresowanie, Zarząd Grupy porozumiałby się z biurami turystycznymi, by zlecały prowadzenie wycieczek po Karkonoszach naszym młodym kolegom? A do Koła Przewodników wystąpił  o zorganizowanie  przyśpieszonego kursu przewodnickiego dla zawodowych?

Myślę, że to by do pewnego stopnia rozwiązało sprawę niskich zarobków i bardziej związało ratowników z Karkonoszami.

Z serdecznymi pozdrowieniami!

st ratownik – emeryt, Stanisław A. Jawor

 

O Stanisław Andrzej Jawor 10 artykułów
St. Ratownik Grupy Karkonoskiej GOPR