WYCIE NA FACEBOOKU

Foto-źródło: https://pixabay.com

WYCIE NA FACEBOOKU

W ubiegłym tygodniu Facebook zdominował post pt. „ Leżałam z twarzą w śniegu wyjąc z bólu”. Prawie na każdym portalu, m.in. TVN24, Tygodnik Podhalański, Sądeczanin.info wyskakiwał ten post spychając na dalszy plan pandemię i inne bieżące nieszczęścia.

Autorką postu jest młoda kobieta, która jadąc na snowboardzie na stoku w Białce Tatrzańskiej, zderzyła się z kilkunastoletnim narciarzem doznając urazu kręgosłupa. Opisuje dokładnie wypadek i w swoim przekonaniu o całkowitej winie chłopca, który po zderzeniu oddalił się z miejsca wypadku, prosi o pomoc w jego identyfikacji.
Załącza nagranie z monitoringu obrazujące dokładnie przebieg wypadku, a także epatujące fotki ze szpitalnego łóżka, wzbogacone o zdjęcia RTG i zdjęcie ran pooperacyjnych na plecach.

Pod każdym z tych postów ukazały się tysiące komentarzy, głównie skupiających się na wskazaniu sprawcy wypadku i oceniających tego rodzaju twórczość internetową.

Jako biegły sądowy w zakresie bezpieczeństwa w górach nie chciałbym wypowiadać się na forach publicznych na temat przyczyn i sprawcy wypadku, ale należałoby zwrócić uwagę na inną niezwykle ważną rzecz, a mianowicie postępowanie w razie takiego zdarzenia na stoku.

Otóż, jak wynika z opisu poszkodowanej, po urazie kręgosłupa zeszła pieszo ze stoku z pomocą bliskiego (!), który odwiózł ją samochodem do szpitala w Nowym Targu. Zabrakło zabezpieczenia miejsca wypadku, nieruszania poszkodowanej i przede wszystkim zawiadomienia TOPR, który dyżuruje na tamtejszych stokach i który z pewnością po unieruchomieniu rannej przetransportowałby ją śmigłowcem do szpitala.

Został tu popełniony kardynalny błąd, który mógł skutkować skazaniem młodej kobiety na wózek inwalidzki do końca życia. Ponoć, gdy uświadomili im to w szpitalu, tłumaczyli, że nie wiedzieli o tym.

Na kanwie tego wydarzenia należy zadać pytanie, czy wśród ok. 5 mln Polaków uprawiających narciarstwo jest powszechna świadomość odnośnie prawidłowego udzielania pomocy na stoku narciarskim?  W moim wieloletnim przekonaniu absolutnie nie, a opisywany przypadek tylko to potwierdza.

Zarówno GOPR, jak i TOPR przykładają niezwykłą wagę do profilaktyki i organizują często powszechne szkolenia i akcje kierowane do osób już od wieku dziecięcego. Ale same organizacje ratownicze nie rozwiążą problemu.

Potrzebna jest powszechna świadomość u uprawiających narciarstwo, a tu pierwsze skrzypce powinni grać organizatorzy szkoleń narciarskich i oczywiście sami instruktorzy, bo znakomita większość przyszłych narciarzy z takich szkoleń korzysta ucząc się podstaw jazdy na nartach bądź snowboardzie. A czy tak wszędzie dzieje się, to już pozostawiam pytanie otwarte.

Pomijając wszystkie te kwestie należy życzyć poszkodowanej kobiecie pełnego powrotu do zdrowia i bezpiecznego uprawiania sportów zimowych.

Avatar photo
O Ryszard Nowak 21 artykułów
Ratownik Grupy Krynickiej GOPR | SO GOPR Gorlice | Przewodniczący Klubu Seniora Grupy Krynickiej GOPR

2 Komentarze

  1. Czytałem o tym wypadku w kilku publikacjach prasowych i i na facebooku, coś mi tu nie gra, jak można ze złamanym kręgosłupem zejsć ze stoku bez udzielenia pomocy medycznej i osiagnąć szpital w Nowym Targu. Bardzo mnie to nurtuje gdyż dzieje się to w moim terenie dzialalności ratowniczej GOPR, ratownikiem GOPR jestem 63 lata i to w pełni wyszkolonym łącznie do stopnia st. inst. ratownictwa GOPR.
    Co do poruszanych w artykułach prasowych przy okazji tej sprawy o instruktorch narciarskich mam zdania odmienne. Instruktorów narciarskich szkoli terez kto chce i jak chce czasem nie mając nic wspólnego z narciarstwem. Kiedyś za szkolenie instruktorów odpowiadał i szkolił PZN, wydawał licencje i to było bardzo dobre.

    • Dokładnie podzielam takie same wątpliwości, jest dla mnie niepojęte, jak przy tak ciężkim urazie można było nie zawiadomić TOPR i przede wszystkim nie ruszać poszkodowanej, zamiast pomagać jej schodzić ze stoku. Faktycznie coś tu nie gra i to nawet mocno. Pozdrawiam
      z GK

Komentowanie jest wyłączone.