AKCJA PO DYŻURZE

AKCJA PO DYŻURZE
© RATOWNICTWO GÓRSKIE-ARCHIWUM

AKCJA PO DYŻURZE

AKCJA PO DYŻURZE

W sezonie zimowym 1982/83 śniegu w górach było wystarczająco dużo. Wielu kolegów ratowników pełniło dyżury w stacjach ratunkowych w górach. Mnie przypadł dyżur w rejonie Karpacza na „Strzesze Akademickiej” z Kolegą Kazikiem Śmieszko. Narciarzy było dość dużo.  W ciągu dnia zwieźliśmy jednego poszkodowanego z niegroźnym urazem barku.

Lubiłem dyżury z Kazikiem. Razem wstąpiliśmy do GOPR.  Kaziu był dobrze przygotowany do pełnienia dużurów, w świetnej kondycji, i dobrze nam się współpracowało. Doskonale jeździł na nartach i świetnie się wspinał. Był uczestnikiem kilku wypraw w Himalaje.

Nadszedł koniec dyżuru. Podaliśmy komunikat do Stacji Centralnej w Jeleniej Górze,  zrobiliśmy porządek w dyżurce, po czym przypięliśmy narty i o zmierzchu rozpoczęliśmy zjazd na nartach „Złotówką” do Karpacza.

W rejonie tak zwanego „padaka”, na dole, zauważyliśmy dwie postacie.

Jedna z nich leżała na śniegu. Okazało się,  że w wyniku upadku mężczyzna ma otwarte złamanie podudzia lewej nogi. Nie dysponowaliśmy krótkofalówką i nie mieliśmy apteczki. Szybko zdecydowaliśmy, że Kazik wraca do „Strzechy” po akię i apteczkę. Ja zostaję przy poszkodowanym.

Narciarz nie dawał się ruszyć,  bo uraz był bardzo bolesny. Miałem w plecaku małą apteczkę w której był przeciwbólowy Gardan. Wtedy można było podać poszkodowanemu środki przeciwbólowe, więc podałem, a ten „zagryzł” śniegiem. Odizolowalem gościa od śniegu i pocieszałem jak tylko potrafiłem. Był już zmrok.
Po pewnym czasie Kazik zjeżdżał do miejsca wypadku. Zaczęliśmy opatrywać narciarza, a ten krzyczał z bólu.

Kazik i ja znosiliśmy różne epitety pod naszym i naszych rodzin adresem. Cóż, nie ma „zmiłuj się”,  ale mieliśmy poszkodowanego w akii i po chwilce mogliśmy transportować na dół. Żeby narciarz nie „wył” z bólu, akię trzymaliśmy w powietrzu aż do dolnej stacji kolei linowej. Tam czekał na nas Antoni Rychel w naszej karetce „Fiat”, ponieważ ambulanse pogotowia gdzieś się porozjeżdżały.

Jechaliśmy teraz do szpitala w Jeleniej Górze.  Antoni jechał wyjątkowo ostrożnie. W szpitalu na izbie przyjęć wnieśliśmy narciarza. Nasza rola się skończyła. Przyszedł do poszkodowanego nasz Kolega, chirurg Jurek Chyczewski. Pielęgniarka spisywała personalia poszkodowanego. Na pytanie o zawód wykonywany, ten odpowiedział: …lekarz anestezjolog.
Spojrzeliśmy po sobie…
Mówię do Jurka: podałem trzy Gardany…
na to Jurek: czym popił?
…śniegiem,  odpowiadam.
W tym momencie „nasz” anestezjolog powiada: „Zwoziliście mnie doskonale w akii i samochodem. Prawie nie czułem bólu. Dziękuję bardzo.”
Kazik odparł: …nieee, nie nie ma zaaa co, taaaka praca…

O Mariusz Czerski 25 artykułów
Ratownik Grupy Karkonoskiej GOPR