RATOWNICTWO ŚMIGŁOWCOWE W LATACH 1981-2015

RATOWNICTWO ŚMIGŁOWCOWE W LATACH 1981-2015
© RATOWNICTWO GÓRSKIE-ARCHIWUM

RATOWNICTWO ŚMIGŁOWCOWE W POLSCE W LATACH 1981-2015

W trakcie mojej pracy zawodowej w Sudeckiej, a później Karkonoskiej Grupie Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego rozpocząłem studia na Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu. Efektem tych studiów, na ich zakończenie, było napisanie pracy magisterskiej pod kierownictwem dr Stanisława Maksymowicza, dotyczącej wykorzystania śmigłowca do działań ratowniczych. Nadmienić należy, że w 1981 roku, kiedy kończyłem studia, wykorzystanie śmigłowca było sporadyczne, a jeżeli już, to obwarowane wieloma ograniczeniami.

Nie zmieniło się tylko jedno: zarówno wtedy jak i dzisiaj, współpracować ze śmigłowcem mogą tylko ci ratownicy, którzy przeszli specjalistyczne szkolenie.

Myśmy w tamtych latach przechodzili takowe w Zakopanem, uzyskując uprawnienia II stopnia w ratownictwie śmigłowcowym. Szkolenia te nadzorował, nieżyjący już, wielki przyjaciel Grupy Sudeckiej, Gienek Strzeboński – szef wyszkolenia całego GOPR-u, Naczelnik Grupy Tatrzańskiej (wtedy będącej w strukturach GOPR – dopiero później zdecydowali się na samodzielność tworząc Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe). Zakończenie szkolenia wiązało się z uzyskaniem zaświadczenia o ukończeniu kursu i otrzymaniem odznaki Ratownictwa Śmigłowcowego.

W tamtych latach, jako GOPR, mieliśmy dostęp do jedynej maszyny latającej jaką był śmigłowiec Mi-2.

Pamiętam opowieść nieżyjącego już pilota Tadeusza Augustyniaka, który dzielnie nas ”woził” i wybaczał potknięcia jakich niekiedy nie dało się uniknąć. Wspaniałego człowieka, kolegi, twórcy ratownictwa śmigłowcowego w Tatrach, który aby podnieść swoje kwalifikacje i podpatrzyć nowinki został przez GOPR wysłany do Szwajcarii na szkolenie pilotów śmigłowcowych działających w górach. Chcąc ‘błysnąć” wiedzą zadał pytanie prowadzącemu szkolenie (wtedy chyba na Alouette ) jak długo śmigłowiec może być w tzw. zawisie. Zapytany w pierwszej chwili nie mógł zrozumieć o co Tadeuszowi chodzi i dopiero po obszerniejszym wyjaśnieniu przez pytającego odpowiedział : cyt.: „tyle ile potrzeba“, koniec cytatu.

Piszę o tym, aby uzmysłowić jakim sprzętem dysponowaliśmy wtedy. Cały czas w czasie szkoleń, a później i akcji, poganiano nas aby jak najszybciej opuszczać pokład śmigłowca w momencie desantu, ponieważ czas zawisu był bardzo ograniczony. Śmigłowiec musiał  co jakiś czas „przewietrzyć” silniki, bowiem bez tego manewru jego żywot mógł być krótki. Ponadto, dane techniczne w porównaniu z aktualnym Eurocopterem były bardzo niekorzystne.

Aby to zobrazować przedstawię dane techniczne   Mi-2 i Eurocoptera.

RATOWNICTWO ŚMIGŁOWCOWE W LATACH 1981-2015

Porównując te dane widzimy, że tylko czas gotowości do startu jest jednakowy. Pozostałe dane nie pozostawiają wątpliwości co do jakości i osiągów dawnego sprzętu.

Analizując powyższe daje się wyraźnie zauważyć, że współczesna maszyna może przede wszystkim wylądować w znacznie mniej przyjaznym terenie, ma większy zasięg, większą prędkość przelotową i przede wszystkim jest tańsza w eksploatacji. Ponadto jest typowym śmigłowcem sanitarnym, czego o Mi-2 pomimo całego sentymentu do niego nie da się powiedzieć. Ale i tak należy mu się moc pochwał, bowiem „jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma”.

W 1996 roku, jako pierwsi w Polsce organizowaliśmy Kongres IKAR – organizacji powstałej w 1948 roku-zrzeszającej kraje,w których działa ratownictwo górskie a do których Polska również należy.Przyjechała wówczas cała światowa  ‘śmietanka” ratownicza oraz najwyższe władze z ówczesnym Premierem Włodzimierzem Cimoszewiczem. Na nas jako organizatorach oprócz merytorycznej strony spadło przygotowanie pokazów sprawności ratowniczej Grupy Karkonoskiej. W tym miejscu należy się pochwalić, że przygotowane pokazy oceniono bardzo wysoko.

Przyleciały wówczas dwa śmigłowce: wspominiany wcześniej Mi-2 oraz nowe dziecko Świdnika – śmigłowiec Sokół.

RATOWNICTWO ŚMIGŁOWCOWE W LATACH 1981-2015
Helikopter TOPR: Foto – źródło: Von Grzegorz Mroczka – Eigenes Werk / self-made, CC BY 3.0, https://commons.wikimedia.org

 

Już wtedy można było dostrzec przewagę Sokoła nad  Mi-2. Sokół dosłownie robił co chciał natomiast Mi-2 startując z Polany Bronka Czecha jak staruszek-musiał zakosami osiągnąć swój pułap aby wykonać przypisany mu zakres działań.Wtedy każdy z nas marzył aby móc współpracować z takim sprzętem ale trzeba było czasu aby osiągnąć obecny stan. Na koniec pokazów pilot Sokoła ( niestety nie pamiętam jego nazwiska ) podleciał blisko widzów zgromadzonych przed Samotnią wykonał zawis i pięknie się ukłonił, co wywołało prawdziwy entuzjazm zebranych.

Takie zachowanie wtedy zdaje się potwierdzać tezę, że polscy piloci nawet na drzwiach od stodoły są w stanie polecieć.

Co się jeszcze zmieniło w ratownictwie z powietrza?

Dawniej nie do pomyślenia było, aby żywy ratownik mógł przebywać poza pokładem w trakcie lotu. Było to tylko zarezerwowane do transportu zwłok za pomocą tzw.zaczepu bombowego. Dzisiaj do codzienności należy widok „winogrona” wiszącego na „long lajnie”. Desant z pokładu był możliwy tylko w jedną stronę – do dołu. Dzisiaj ratownicy nawet bez udziału windy pokładowej poruszają się w tę i nazad. Możliwe to jest dzięki rozwojowi sprzętu osobistego, którego w latach poprzednich tak nam brakowało, a który wielokrotnie – nie mając dostępu ani do zagranicznych środków płatniczych, ani do materiałów – wykonywały tzw.złote rączki.

Normą były szyte z lin pasy piersiowe (o biodrowych nikt nie wiedział, że istnieją), frezowane, a nie odkuwane  haki wspinaczkowe, produkowane młotki i czekany w zaprzyjaźnionych zakładach pracy, gdzie zawsze znalazł się fanatyk gór i wspinaczki.

Takie to były czasy, ale entuzjazm i chęć działania pozwalały nam nie dostrzegać tych drobnych mankamentów. Nie wiem czy dzisiejsi adepci ratownictwa potrafiliby zjechać w tzw.”kluczu”nie mając żadnych przyrządów, których wtedy po prostu nie było. Szczytem marzeń był kawał dobrej, grubej skóry, którą zabezpieczało się udo i szyję, aby uniknąć przypalenia przez przesuwającą się  s i z a l o w ą  linę.

Tak, tak bywało.

Na szczęście, dzisiejsza rzeczywistość jest zupełnie inna i nie pozostaje nic innego jak tylko działać ku chwale górom.

 


 

Pierwsza publikacja: kwartalnik Ratownictwo Górskie nr 1/2016

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
O Ryszard Jędrecki 50 artykułów
Ratownik Grupy Karkonoskiej GOPR