AKCJA POSZUKIWAWCZA ROWERZYSTY

Dawne akcje ratunkowe i poszukiwawcze

AKCJA POSZUKIWAWCZA ROWERZYSTY
foto-źródło: Pixabay

Akcja poszukiwawcza rowerzysty z Podgórzyna; w rejonie Przesieki; w dniach od 09 do 12 sierpnia 2004 roku.

Około godziny 18.00 w stacji centralnej GK GOPR w Jeleniej Górze zadzwonił telefon. Zgłoszono zaginięcie rowerzysty z Podgórzyna Dolnego. Rodzina powiadomiła, że ten pan wyjechał z domu na przejażdżkę rowerem górskim rano. Miał wrócić (jak zapewniał) wcześnie, ale się nie zjawił. a do wieczora brakowało około trzech godzin.

Był sierpniowy gorący niedzielny dzień.

Zaginiony jeździł niedawno zakupionym nowym i drogim rowerem. Jak podawali zgłaszający, rowerzysta znał okoliczne drogi dobrze; a najprawdopodobniej miał przejeżdżać w okolicy wodospadu rzeki Podgórnej, w Przesiece. Podany został jego rysopis, ubranie i wiek oraz inne dane niezbędne do poszukiwań. Był w wieku 47 lat.

Naczelnik Grupy Karkonoskiej, Maciej Abramowicz, zarządził akcję poszukiwawczą i kierował nią według procedur przyjętych w takich przypadkach. Prowadzono za tym wywiad telefoniczny i jednocześnie pierwsza grupa ratowników zawodowych i ochotników z Karpacza i Jeleniej Góry rozpoczęła poszukiwania na drogach sugerowanego rejonu zaginięcia rowerzysty.

Od początku poszukiwań trudno było trafić na jakikolwiek ślad.

Pytano napotkanych turystów i wycieczkowiczów. Ponieważ w niedzielę ten obszar uczęszczany jest przez bardzo wielu ludzi to jednak zapytania były negatywne i nikt nie przypominał sobie aby widział poszukiwaną osobę.
Wynikało tylko, że ktoś może widział tego człowieka, ale rowerzystów wtedy było wielu. Ślad jakby kończył się w okolicach wodospadu.

Rowerzysta praktycznie mógł pojechać w różnych kierunkach, więc konieczne było aby przed zmrokiem zlokalizować ewentualny ślad. Do poszukiwań użyto pojazdów typu quad, a pozostali ratownicy pieszo przeszukiwali okoliczne drogi i dróżki w kilku kierunkach.
Na czas nocy poszukiwania przerwano. Przypuszczano, że rowerzysta mógł zatrzymać się u kogoś znajomego.

Powiadomiona Policja włączyła się do poszukiwań, a od następnego dnia wezwano więcej ratowników ochotników. Powstał sztab poszukiwań w Podgórzynie. Informacje o zaginionym podano do radia. Do poszukiwań przyłączyli się także strażacy i cywile z okolicznych miejscowości. Obszar poszukiwań podzielono na sektory, żeby już szczegółowo przeszukać ewentualne miejsca gdzie mógł być rowerzysta. Zaznaczyć trzeba, że teren poszukiwań był znacznych rozmiarów, a dróg i ścieżek na nim było bardzo wiele. Należało przeszukiwać prawie cały obszar Gminy Podgórzyn.

Grupy ratowników przeczesywały więc okoliczne miejscowości, drogi lokalne i drogi leśne.

Ratownicy patrolowali drogi na motorach. Zaangażowano również osoby o zdolnościach jasnowidzących i po ich sugestiach także wyruszano w miejsca potencjalnego znalezienia tego człowieka. Rozpatrywano wiele innych wersji lub możliwości i takie też były sprawdzane. Poszlaki i pomysły na poszukiwania rozpatrywane były przez Sztab Poszukiwawczy.
Do poszukiwań przybywało jeszcze wiele osób i poszukujących było blisko sto osób.
Ponieważ przeprowadzone szczegółowe poszukiwania nie przyniosły rezultatu, więc czwartego dnia poszukiwań o godzinie 19.00 podjęto decyzję o zakończeniu akcji.
Mimo to prowadzono wywiad, pytając ludzi w tym temacie.

Po upływie miesiąca od czasu poszukiwań zaginionego, osoby zbierające grzyby w rejonie Kozackiej Doliny, poniżej leśnej drogi przy potoku Czerwień, trafiły na zwłoki poszukiwanego.

Obok niego był rower, który z uwagi na wysoką cenę rowerzysta zniósł ze sobą.
Tego akurat nikt nie był w stanie wcześniej wykoncypować, że rowerzysta tak postąpił. Prawdopodobnie zmęczony intensywną jazdą i warunkami pogodowymi przedostał się przez zarośla do potoku aby ochłodzić się w zimnej wodzie. Może przyczyną śmierci był szok termiczny, który spowodował zatrzymanie akcji serca ? Kto to wie ?

Niebawem minie dwadzieścia lat od tamtej tragedii.

Z każdym rokiem przybywa więcej zwolenników jazdy rowerami o często coraz to doskonalszych technicznych doskonałościach. Powstały trasy rowerowe zwane single trackami. Trasy są popularne i licznie odwiedzane.

Wtedy nie było jeszcze aplikacji „Ratunek”, dzięki której byłaby możliwość wezwania pomocy i szybkiego zlokalizowania miejsca wypadku.

Dzisiaj taki system w razie potrzeby funkcjonuje, i – w razie wypadku – powiadomieni ratownicy GOPR szybko i skutecznie docierają do poszkodowanego.

O aplikacji „Ratunek” warto pamiętać i na wszelki wypadek zainstalować ją w swoim telefonie komórkowym.

 

 

Avatar photo
O Mariusz Czerski 31 artykułów
Ratownik Grupy Karkonoskiej GOPR