POŻEGNALIŚMY MACIEJA ABRAMOWICZA
POŻEGNALIŚMY MACIEJA ABRAMOWICZA
Prawie 1400 km pokonaliśmy w „tę i nazad” jadąc dwoma busami Grupy do Sopotu, do Maćka, żeby pożegnać Go ostatecznie. Ale tylko fizycznie, bowiem jak pisałem wcześniej, będzie ON w naszych umysłach tak długo jak długo my będziemy żyć.
Szkoda tylko, że tak małe zainteresowanie młodszych kolegów, które chyba wynika z faktu, że kiedy nastali to Maciek nie pełnił już funkcji Naczelnika. Ale w galerii Naczelników która jest w Stacji Centralnej wisi Jego zdjęcie i jak by się chciało, to można popatrzeć na Jego fotkę i uświadomić sobie, że poświęcił ON kawałek życia dla Grupy, w której ci młodzi pracują, są ratownikami ochotnikami. Bez takich ludzi nie byłoby Grupy i nie mieliby gdzie realizować swoich pasji. Ale dosyć marudzenia.









